Żyć, nie umierać...

Kampania przeciwko
depresji u dzieci i młodzieży

Proszę pani…


Moja historia zaczęła się już w przedszkolu, bo byłam grubsza od innych dzieci w grupie. Kiedyś jedna z pań przedszkolanek mówiła o zdrowym jedzeniu, o chipsach, coca-coli, żelkach, że są nie zdrowe, i że ludzie to nie świnki, żeby wszystko jeść. Marek krzyknął, że tak jak Alinka świnka, reszta zaczęła się śmiać, pani też. Od tamtej pory byłam już tylko świnką potem świnią, workiem tłuszczu, pasztetową. Nie bawili się już ze mną, nie było dla mnie pary, nie chodziłam na urodziny innych dzieci.

Dużo płakałam, moja babcia pocieszała mnie jak mogła, nie odmawiała żadnych słodkości i chyba wtedy nauczyłam się, że jedyne pocieszenie to jedzenie.

Potem była podstawówka, gdzie było jeszcze gorzej. Nie miałam tam życia… Niby miałam koleżanki ale też się mnie wstydziły, chłopcy byli okrutni – drwili, szydzili, nie raz i nie dwa popychali, bili. Skarżyłam się w domu ale rodzice pracowali, nie mieli czasu, a może też patrzyli na mnie jak na coś gorszego? Kiedyś ojciec powiedział, że jestem sama sobie winna i żebym przestała żreć.

Jak poszłam go gimnazjum, zaczęłam dojrzewać, zaczęły się pierwsze miłości, ale byłam bez szans. Chłopak któremu powiedziałam, że go kocham wyśmiał mnie i rozpowiedział wszystkim w klasie. To było straszne i wie pani wtedy zaczęłam się okaleczać. Najpierw drapałam się do krwi, potem kłułam agrafką, w końcu zaczęłam używać żyletki. Ból był kojący i sprawiał, że to, jak mnie traktowano było łatwiej wytrzymać.

Teraz w liceum jest jeszcze gorzej. Koleżanki mają chłopaków, ciuchy, dyskoteki, a ja jestem sama. Ból już nie wystarcza, nie mogę tak dłużej, nie chcę. Pierwszy raz spróbowałam w Walentynki. Wzięła proszki, różne, skończyło się wymiotami ale ta myśl, że będę już wolna nie dawała mi spokoju. Spróbowałam jeszcze raz. Teraz w szpitalu jest lepiej i chciałabym tu zostać na zawsze.

Taka jest moja historia…

Alina lat 17