Żyć, nie umierać...

Kampania przeciwko
depresji u dzieci i młodzieży

Szkoła wobec samookaleczeń i depresji u nastolatków


Kiedy zachorowałam na depresję przeżyłam szok. Dopiero wtedy zauważyłam skalę problemu, jakimi są depresja i autoagresja wśród młodzieży. W jednej z klas, w której miałam okazję być, liczącej 26 osób, co najmniej 5 się kiedyś okaleczyło bądź robi to regularnie do dziś. Mimo tego, że dokładnych statystyk brakuje, media, internet i sama młodzież widzi, w jak zastraszającym tempie rośnie liczba młodych osób, które w destrukcyjny sposób radzą sobie z emocjami bądź doświadczają objawów depresji.

Młodzież spędza w murach szkoły 7-8 godzin dziennie, także ma ona ogromny wpływ na nasz rozwój, kształtowanie osobowości, samopoczucie i relacje z rówieśnikami. Widzę, jak wiele ta placówka mogłaby zrobić, ilu problemom zapobiec bądź przyczynić się do sprawniejszego ich rozwiązania. Prawda jest taka, że z reguły tego nie robi (choć nie chcę ‚wrzucać wszystkich do jednego worka). W tym artykule opowiem o własnych doświadczeniach i zajmę się rolą szkoły w narastającym problemie autoagresji i depresji wśród coraz to młodszej grupy ludzi.

Z czym borykają się nastolatki i dlaczego się okaleczają?

Młodzież ma problem z konstruktywnym rozładowywaniem stresu i napięcia. Nie chodzi tylko o kwestie ocen, sprawdzianów i odpowiedzi w szkole, ale także o takie (dla dorosłych błahe rzeczy) jak kłótnia z koleżanką, rozterki miłosne czy samotność w grupie rówieśniczej. Oczywiście nie da się zapobiec tego typu okolicznościom i nie chodzi o to, aby chronić dziecko za wszelką ceną przed nimi. Nastolatki nie potrafią w zdrowy sposób zmniejszać napięcia, stresu i lęku związanego z codziennymi sytuacjami, co prowadzi właśnie do takich zjawisk jak samookaleczanie i większe ryzyko zachorowania na depresję. Kluczem do tego, aby przeciwdziałać takim sytuacjom, jest przede wszystkim rozmowa z uczniami w szkole – np. na godzinie wychowawczej, na której zwykle nie robi się nic – czy w domu o ważnych i trudnych dla nich sprawach.

Kolejną kwestią wartą poruszenia jest ogromna samotność młodych ludzi. Rozpowszechnienie internetu w dzisiejszych czasach i brak świadomości jego zagrożeń z pewnością się do tego przyczyniło. Dzieci od najmłodszych lat spędzają czas grając w gry, oglądając telewizję czy po prostu siedząc w telefonach – tak dzieje się również na przerwach w szkole. Idąc korytarzem nie trudno zauważyć, jak wiele osób (nawet, jeśli znajdują się w otoczeniu znajomych) jest wpatrzone w ekrany smartfonów. Pozornie wszystko jest OK (myślą dorośli), w końcu dzieci spędzają czas razem, jednak warto się zastanowić co one właściwie robią.

Zauważyłam, że nastolatki w ogóle ze sobą nie rozmawiają, zamiast spotkań ze znajomymi często wybierają pisanie przez internet, co niewątpliwie wpływa negatywnie na ich poczucie przynależności do grupy, a w następstwie tego coraz większą samotność. Sama przez pewien okres miałam poczucie samotności w tłumie, które towarzyszy coraz większej liczbie młodych ludzi. Nastolatki fizycznie będąc w grupie, nie czują przynależności do niej. W erze, gdzie telefony, komputery czy internet staje się substytutem kontaktu z drugim człowiekiem wszyscy czujemy się coraz bardziej odizolowani i osamotnieni.

Autoagresja

Wiele osób utożsamia to pojęcie z zadawaniem sobie fizycznego bólu, jednak ludzie nadal nie zdają sobie sprawy, że takie zachowania jak samooskarżanie się, celowe obniżanie własnej samooceny, wzbudzanie w sobie nieadekwatnego do sytuacji poczucia winy, czy nadmierna samokrytyka również zalicza się do zachowań autoagresywnych i jest tak samo destrukcyjna, jak samookaleczanie.

Dopiero jak zaczęłam zmagać się z depresją, zobaczyłam jak wielkim problemem jest samookaleczanie się wśród moich rówieśników. Tak jak napisałam wcześniej około 20% osób z mojej klasy się okaleczało – to przerażające.

Najbardziej szokowały mnie sytuacje, kiedy nauczyciel (mający bezpośredni kontakt z uczniem) widząc świeże okaleczenia nie zwracał na to uwagi. Rozumiem, że dorośli bardzo boją się dotykać tego tematu, jednak to pogłębia jego stygmatyzację i niekorzystnie wpływa na rozwój np. depresji u nastolatka i zwiększa tym samym ryzyko samobójstwa (często samookaleczenia są pewnego rodzaju prośbą o pomoc, jeśli zaś na to nie reagujemy, możemy doprowadzić do tragedii).

Depresja

Statystyki mówią, że ponad 900 tysięcy młodych ludzi potrzebuję pomocy specjalisty z uwagi na problemy emocjonalne (w dużej mierze zaburzenia depresyjne), a badania pokazują, że jest coraz gorzej. Nie rozumiem, dlaczego tak duży nacisk kładzie się na profilaktykę narkotyków, alkoholu czy dopalaczy, a nie słyszy się o zajęciach przeciwdziałających samookaleczeniom, depresji i samobójstwom, które w dzisiejszych czasach są równie dużym problemem. Coraz więcej nastolatków słyszy diagnozę depresja, jednak z własnych obserwacji widzę, jak wiele osób w moim wieku nie korzysta z pomocy specjalisty.

Młodzi ludzie coraz częściej czują się przygnębieni, osamotnieni, emocjonalnie wypaleni, mają problemy ze snem i apetytem, pogarszają się ich wyniki w nauce, izolują się od grupy rówieśniczej i uciekają do internetu, a to tylko mała część objawów, jakich doświadczają. Problem jest rozpowszechniony na wielką skalę, a szkoła jest pierwszym miejscem, które powinno zauważyć wyraźną zmianę (na gorsze) funkcjonowania ucznia.

Co szkoła może zrobić w obliczu tych problemów?

Przede wszystkim chciałabym, aby problemy nastolatków były zauważane przez nauczycieli, którzy spędzają z tymi ludźmi kilka godzin dziennie. Nie spłycajmy trudności młodzieży i emocji, jakie przeżywają. Dla kogoś końcem świata będzie coś, co dla innej osoby będzie błahostką i to jest w porządku, jednak traktujmy poważnie przeżywane przez kogoś trudności.

My – jako uczniowie nie oczekujemy od nauczycieli, aby zostawali z nami po lekcjach i rozmawiali o naszych problemach, tutaj wcale nie o to chodzi. Bardzo ważne jest, aby problem np. samookaleczania czy wyraźnego pogorszenia funkcjonowania został zauważony. Niezwykle pomocne może okazać się zapytanie nastolatka po lekcji, czy wszystko jest okej, czy jest coś, z czym nie potrafi sobie poradzić. To nic wielkiego, a naprawdę może dużo zdziałać.

Jeśli coś się dzieje, nauczyciel może zawiadomić (oczywiście w porozumieniu z uczniem) pedagoga/psychologa szkolnego, rodzica bądź wychowawcę  i sprawić, że ten młody człowiek otrzyma pomoc, jakiej potrzebuje, ale kluczem jest to, żeby nauczyciel, który ma bezpośredni kontakt z uczniem zauważył problem.

Niezwykle cieszę się, że w momencie, kiedy mnie zaczęła przytłaczać choroba, otrzymałam pomoc i wsparcie ze strony szkoły, jednak wiem, jak trudno trafić na placówkę, gdzie ktoś zainteresuje się problemem ucznia. Bardzo szybko trafiłam do Pani pedagog, z którą regularnie spotykałam się do wyjścia z kryzysu i zakończenia edukacji w tej szkole. Jestem jej niezwykle wdzięczna za pomoc i wsparcie, jakie od niej otrzymałam. Gdybym nie miała takiego oparcia w szkole, niewątpliwie byłoby mi znacznie trudniej wyjść z depresji.

Na podstawie własnego doświadczenia wiem, jak wielką rolę pełni szkoła w problemach autoagresji, depresji i podejmowania prób samobójczych u młodzieży. Cieszę się, że spotkałam na swojej drodze takich, a nie innych ludzi oraz że pozwoliłam sobie pomóc, jednak mam świadomość, że niewiele jest takich przypadków. Podsumowując, co szkoła może zrobić w obliczu tych sytuacji? Zauważyć, zareagować, zapytać, okazać wsparcie, przekazać sprawę specjaliście – to nic wielkiego, a może uratować czyjeś życie.

Katarzyna Majdanik